poniedziałek, 16 września 2013

na bieżąco....

O tym by założyc bloga zadecydowały dwa zdarzenia .

Spotkałam ostatnio kobietę,która przyjechała do Grecji indywidualnie, w celach turystycznych już siódmy raz.Pewnie wcale nie jest rekordzistką ale mnie ten fakt dał do myślenia-że są ludzie,którzy płacą słone pieniadze by liznąć tego, co ja mijam codziennie bez większego już entuzjazmu  i rozważam czy rzeczywiście uda mi się to zostawić bez wiekszego bólu....

Drugim powodem była lektura książki <Grecja -gorzkie pomarancze> Dionisiosa Sturisa.
Recenzja na obwolucie mówi że to <reportaż w najwyższym stopniu zaangażowany>.Rzeczywiscie, wynikł z dużego zaangażowania Dionisiosa.Ale i mnie zaangażował.Poczułam,że ja też jestem w tle wielu tu opisanych miejsc i sytuacji,tak jak resztka Polonii,która jeszcze tu sie ostała .
Nagle poczułam ból jaki chcę sobie zadać, podejmując decyzję o wyjeżdzie stąd!
Ja mam ten komfort,ze zamierzam to zrobić dobrowolnie,nie tak jak rodzina Dionisiosa,ale czy z tą świadomościa jest łatwiej?
Niby oswoiłam ten ból.To świadoma decyzja dla własnego dobra,by mieć pracę i emeryturę.....

Czy rzeczywiście zamknę jak gdyby nigdy nic te 24 lata w Helladzie i wyjadę?Sama jestem ciekawa. Terminem niby ma byc wiosna,najpóżniej-lato.....
I stąd pomysł na bloga,choć trochę póżno się obudziłam!
Chcę by był zapisem dni codziennych Grecji w kryzysie i moim listem miłosnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz